U mnie mało świątecznie. Jedziemy do mojego rodzinnego domu na święta. Tam to się dopiero zacznie gotowanie, pieczenie, smażenie. Może nie w wielkich ilościach, bo lata obżarstwa dawno w Polsce minęły, ale te zapachy...
Karp taki tylko w święta najlepszy, uszka z grzybami zbieranymi przez tatę, kompot z suszek, kapusta... Tak wszystkiego po troszeczku...
Już jestem z mamą w kuchni i robię pierogi. Zawsze wcześniej robiłyśmy, ale odkąd się wyprowadziłam... Brak mi tego...
Choinki nie mamy, bo zawsze żywą kupujemy, a jak ma nas nie być to szkoda drzewka... Może brzmi to wszystko smutno, ale jednak nie jest tak. Ja bardzo czekam na te Święta!! W ubiegłym roku byliśmy tylko z Dużym M., bo Mały już, już miał się rodzić, ale dopiero 22 stycznia przyszedł na ten świat. 2 tygodnie po terminie!
A w tym roku... Kolędy, dzieci oczekujące na prezenty, biały obrus na stole, ryba w piekarniku... Tęsknie za tym...
A u mnie taka mała choineczka...
Zimowy Misio...
I wianek adwentowy...
Oraz... A to 24 grudnia...