Dopadł i mnie. Choróbsko, opieka nad Małym M. i 1001 załatwień... Takich ważnych. Ale nie chcę zapeszyć, bo boję się, że prysną jak bańka mydlana, a kosztowały nas wiele wysiłku.
Mimo tego nie obijam się. Mogę powiedzieć, jak i wiele innych osóbek, mam i ja! Koronę, I to tak z przypaku. Poszukiwałam coś prostego do ramek, które mnie urzekły. Nie pasuje mi ten haft do niczego, ale może zrobię mały lifting otoczenia i coś się do nich dostosuje. Ciekawa jestem jak mój M. to przyjmie do wiadomości... Choć on wie co dla mnie najważniejsze...
Jeszcze tak nie robiłam, że najpierw ramka, a póżniej haft, ale ten pierwszy raz musi być! I to taki miły, bo nie muszę się martwić jak oprawić gotowy hafcik, a zawsze mnie to denerwowało, że muszę się oszukać i pokombinować z hafcikiem.
Oto moje ostatnie wypociny.
A wzór myślę, że jest Wam znany. Zaczerpnęłam go z tej strony; KORONA
poniedziałek, 22 listopada 2010
poniedziałek, 1 listopada 2010
środa, 27 października 2010
Takie mini, mini...
Oj! Jedna historia mi się przypominała. Mój 3,5-letni bratanek stwierdził, mówiąc do mojej mamy, że ten Maxio to taki mini, mini jak cukiereki. A było to jak Syncio miał jakieś 2 miesiące... Dziś Maxio ma ukończone już dziewięć... Ach ten czas leci :)
A skoro o mini, mini, i to nie o spódniczce :), to mój ostatni Tworek-Potworek. Też jest taki mini, mini jak cukierki. Same zobaczcie
A skoro o mini, mini, i to nie o spódniczce :), to mój ostatni Tworek-Potworek. Też jest taki mini, mini jak cukierki. Same zobaczcie
środa, 13 października 2010
Poranny wpis
Taki miał być, ale chory mąż oświadczył, że ma ochotę na chlebek z ziarnami dyni i pobiegłam do sklepu. Miał być tylko chlebek, tosty, szynka i serek. W drodze do sklepu dostałam sms-a, że kuzynka z wizytą się zapowiedziała. Miła rzecz, ale jak tu w takiej sytuacji wyjść ze sklepu z pierwotnie zaplanowaną listą zakupów? To jeszcze coś do kawki, coś na obiadek... Też tak macie:)? Półprodukty i gotowce nie zadowalają mnie, dlatego kupiłam coś co sama mogę szybko zrobić. Trochę ciasta francuskiego, serków, szynki...
A w moim haftowanym świecie kolejne dwa obrazki ukończone. Kotki. Ramki zaopożyczone z innych obrazków. Efekt mnie nie zadowala. Myślę, że powinny być szersze. W sumie to chyba najgorsza rzecz przy haftowaniu. Wybór ramki. W sklepach pełmo antyram, ale one do haftów wogóle się nie nadają. Ramki drewniane są bardzo proste, a robione na zamówienie... No cena powalająca, ale czasami cóż począć. Do tej pory jeszcze nie miałam potrzeby robić ramek na zamówienie, ale chyba do moich Dam będę musiała się przełamać, odłożyć pieniążki i działać...Mam jeszcze czas, bo jeszcze nie ukończone :)
A w moim haftowanym świecie kolejne dwa obrazki ukończone. Kotki. Ramki zaopożyczone z innych obrazków. Efekt mnie nie zadowala. Myślę, że powinny być szersze. W sumie to chyba najgorsza rzecz przy haftowaniu. Wybór ramki. W sklepach pełmo antyram, ale one do haftów wogóle się nie nadają. Ramki drewniane są bardzo proste, a robione na zamówienie... No cena powalająca, ale czasami cóż począć. Do tej pory jeszcze nie miałam potrzeby robić ramek na zamówienie, ale chyba do moich Dam będę musiała się przełamać, odłożyć pieniążki i działać...Mam jeszcze czas, bo jeszcze nie ukończone :)
sobota, 9 października 2010
Wszędzie dobrze, ale...
... no każda z nas to wie gdzie. Nasze dopieszczane, kochane, wychuchane domy i mieszkanka. To one sprawiają, że nawet w czasie najcudowniejszych wakacji marzymy, aby znów w nich być.
Ja też tak miałam w czasie tej podróży. Może moje cztery kąty nie takie do końca jakie mi się marzą, ale są moje, bo pierwsze własne, gdzie "buduję" moją rodzinkę. Teraz było zbyt daleko od domu i zbyt dużo jak na jeden raz. A tu mały przegląd naszej podróży.
A teraz ciężko wrócić do dawnego biegu, bo wszyscy chorujemy. Najmniej jednak Maxio :)
P.S. Wracam do odwiedzania waszych "czterech kątów" :)
Ja też tak miałam w czasie tej podróży. Może moje cztery kąty nie takie do końca jakie mi się marzą, ale są moje, bo pierwsze własne, gdzie "buduję" moją rodzinkę. Teraz było zbyt daleko od domu i zbyt dużo jak na jeden raz. A tu mały przegląd naszej podróży.
A teraz ciężko wrócić do dawnego biegu, bo wszyscy chorujemy. Najmniej jednak Maxio :)
P.S. Wracam do odwiedzania waszych "czterech kątów" :)
środa, 29 września 2010
Daleko...
...od domu. Jego otulającego ciepła, znanych miejsc, haftów, marzeń.
Ciągle w drodze. W jeden tydzień ponad 2 000 kilometrów. Z małym bąblem. Ciężko, ale prę do przodu... Brak mi haftów i waszych blogów. Czasami w przelocie na kilka zerknę i biegnę dalej... A tak lubię spokój i podróże, ale nie aż tak intensywne...
Ciągle w drodze. W jeden tydzień ponad 2 000 kilometrów. Z małym bąblem. Ciężko, ale prę do przodu... Brak mi haftów i waszych blogów. Czasami w przelocie na kilka zerknę i biegnę dalej... A tak lubię spokój i podróże, ale nie aż tak intensywne...
środa, 22 września 2010
Bo Anioły są wśród nas...
I to na każdym kroku. Dla mnie takim najważniejszym Aniołem jest moja Mama do której mogę zadzwonić w środku nocy i liczyć na Nią, a Aniołkiem, niewinną duszyczką mój Synek. Czasami jestem tak zmęczona, że padam na nos, ale pamiętam jak moja kuzynka powiedziała "Nie ma się co bać nocnego wstawania, bo na to ma się siłę." A mój Synek daje mi właśnie taką siłę, że codziennie wstaję, jestem z Nim i cieszę się z każdej naszej chwili. Dlatego zrobiłam dla Niego takie trzy Aniołki, aby Go pilnowały i uważały na Niego.
wtorek, 14 września 2010
Nadal jestem...
...zajęta wyszywankami i synuniem... i długo tak jeszcze będzie :) Czas tak szybko pędzi, ku jesieni i zimie... Już martwię się na zapas co będzie ze spacerkami, bo zawsze wychodzimy dwa razy w ciągu dnia. Drugi spacerek tek koło 16:30... Czasami nawet pózniej... A jak czas zostanie zmieniony... Brr... W ciąży na kanapie ten czas spędziłam i wyszywałam i filmy oglądałam. Niecały rok temu... Damy radę. Na jesień chcę kupić gumiaczki, bo deszczowy ten rok. A na zimę ciepłe rękawice, bo na rączce od wózka łąpki szybko zmarzną.
Tymczasem zabawiłam się w projektowanie hafciku. Takie dwa małe przerywniki przy większej pracy. Zdjęcia jeszcze w jesiennym słońcu i wśród moich ukochanych... chryzantem.
Tymczasem zabawiłam się w projektowanie hafciku. Takie dwa małe przerywniki przy większej pracy. Zdjęcia jeszcze w jesiennym słońcu i wśród moich ukochanych... chryzantem.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Sypialnia cz. II
Hmm... Na naukę to nigdy za pózno... Ostatnio (na początku miesiąca, ale ten czas taaak szybko leci) bawiłam się opcjami komentarzy i wyłączyłam moderowanie ich przed pojawieniem się ich pod danym postem. Chyba do tego wrócę, bo taka gapa jestem, że ostatnich nie zauważyłam, a tak to wiedziałam co się dzieje i wszystko pod kontrolą było... Przepraszam i odpowiadam, a głowę popiołem sypię :)
Michalinko (mam nadzieję, że mogę tak bezpośrednio:)) Rocznica dopiero 2 :), a mamy wrażenie, że po ostatnich miesącach wszelkiego rodzaju zawirowaniach to 10 :), a Damy jeszcze na tamborku. Czerwona, bo ponownie mi jednego koloru brakło... A tak byłam święcie przekonana, że go posiadam... A za ramkami już się rozglądam, ale w sklepie nic ciekawego, a do zakładu, gdzie oprawiają prace wszelkiej maści trochę daleko, a mi się już coś marzy na tę okoliczność.
vena7: Dziękuję za miłe słowa...
Mąż stwierdziłby, że to u mnie normalne takie gapiostwo, ale ja zawsze coś namodze... Jeszcze raz przepraszam :) i obiecuję poprawę i oprawę moich Dam jeszcze w tym roku :):)
A wracajc do tematu posta...
To kolejne moje prace, wszystkim dobrze znane wzorki w mojej interpretacji. Niestety mam wrażenie, że coś im brakuje...
Nad łóżkiem wszystkie cztery...
P.S. Chyba wpadłam po same uszy z haftami w typu tych sypialnianych, bo ciągle za takimi się rozglądam :)
Michalinko (mam nadzieję, że mogę tak bezpośrednio:)) Rocznica dopiero 2 :), a mamy wrażenie, że po ostatnich miesącach wszelkiego rodzaju zawirowaniach to 10 :), a Damy jeszcze na tamborku. Czerwona, bo ponownie mi jednego koloru brakło... A tak byłam święcie przekonana, że go posiadam... A za ramkami już się rozglądam, ale w sklepie nic ciekawego, a do zakładu, gdzie oprawiają prace wszelkiej maści trochę daleko, a mi się już coś marzy na tę okoliczność.
vena7: Dziękuję za miłe słowa...
Mąż stwierdziłby, że to u mnie normalne takie gapiostwo, ale ja zawsze coś namodze... Jeszcze raz przepraszam :) i obiecuję poprawę i oprawę moich Dam jeszcze w tym roku :):)
A wracajc do tematu posta...
To kolejne moje prace, wszystkim dobrze znane wzorki w mojej interpretacji. Niestety mam wrażenie, że coś im brakuje...
Nad łóżkiem wszystkie cztery...
A tu z bliska...
P.S. Chyba wpadłam po same uszy z haftami w typu tych sypialnianych, bo ciągle za takimi się rozglądam :)
niedziela, 29 sierpnia 2010
A w sypialni... cz.I
A w sypialni przez przypadek króliuje pomarańcz, czerwień i czerń. Wyszło z przypadku. Po wcześniejszej właścicielce mieszkania pozostała czarna szafa. Mąż wybrał łóżko w czarnym obiciu, a ja narzutę w kolorze czerwieni i pomarańczu. Do tego doszły czerwone zasłony i firanki, sznurki, pomarańczowe. A na koniec łóżeczko, które nie jest czarne, ale pościel syneczka pasuje, bo pomarańczowa :)
A w czasie niemocy twórczej powstał mały igielnik, który nie będzie używany zgodnie ze swoim przeznaczeniem, ale jako ozdoba... Jeszcze nie wiem w jakim miejscu, ale... Ale taki mam na ta chwilkę kaprys, bo żal mi go schować do pudełka z nicmi i wyszywankami .
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























